Orla Perć - przez niektórych lekceważona, wśród innych wywołuje paniczny lęk. Najprawdopodobniej najtrudniejszy szlak w Tatrach. Przejście trasą wymaga nie l
Film przedstawia fragment zimowego przejścia Orlej Perci. Trasa Kuznice - Zawrat - Kozia Przelecz - Kozia Dolinka - Kuznice
Dłuższa relacja z letniego wyjścia na Orlą Perć. Czasem padał śnieg, czasem mgła, a czasem świeciło słońce. Natomiast na szlaku pustki.Murowaniec - Zawrat -
Orla Perć - najtrudniejszy szlak w Tatrach. Oto pierwsza część relacji z przejścia tej legendarnej trasy. Film został nagrany za pomocą kamery GoPro Hero 8 B
Orla perć - S Andym @kehvezdam2177 jsme poslední týden v srpnu přešli nejtěžší “turistickou” trasu v polských a údajně i slovenských Tatrách. Třídenní rych
Książka Pustka miłości. Krok nad przepaścią autorstwa Misztak Jarosław B., dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Przeczytaj recenzję Pustka miłości. Krok nad przepaścią. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
Orla Perć cała (od Zawrat 2158m do Krzyżne 2112m) z Doliny Pięciu Stawów ; zejście do Doliny Pańszczyca ; Rówień Waksmundzka 1405m ; Gęsia Szyja 1465m ; Rusi
Przełączka nad Buczynową Dolinką. Na przełączce Orla Perć skręca w lewo i przez jakiś czas prowadzi dnem Żlebu Kulczyńskiego. Ten jest dość stromy, miejscami kruchy i z pewnością wymagający sporej uwagi. Akurat tutaj nie ma co liczyć na żadną pomoc ze strony metalowych ułatwień. Zejście Żlebem Kulczyńskiego.
Zakończona niepowodzeniem próba poprawy rekordu przejścia Orlej Perci od Zawratu po Krzyżne. Start środa, godzina 15:20, ładna słoneczna bezwietrzna pogoda i
Z Krakowa wyruszyłem chwilę po 4, a o 6:30 byłem już w Kuźnicach, gotowy na trekking. Trasa do Doliny Gąsienicowej przebiegła bardzo szybko i przyjemnie, zasłuchany w audiobooka. Zameldowałem się tam o 7:40, a chwilę później byłem już nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Tam chwila przerwy, pierwsza kanapka i dalej w drogę.
tk7Zgb. najtrudniejszy szlak Tatr Polskichciekawe odcinki ubezpieczone łańcuchami – polska via ferratawspaniałe widoki na Tatry WysokieJest to najbardziej technicznie i kondycyjnie wymagający szlak Tatr Polskich. Z uwagi na jego długość i techniczne trudności sugerujemy podzielenie przejścia na dwa dni. Przy założeniu przejścia w dwa dni pod rząd, dużym ułatwieniem jest nocleg w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich lub na Hali Gąsienicowej. Dla trasy “Orla Perć 1” dużą pomocą jest skorzystanie z kolejki linowej na Kasprowy Wierch, wówczas dodatkowo zdobywamy Świnicę, ale zdecydowanie zyskujemy na podejściu. Niewątpliwą nagrodą są zapierające dech w piersiach widoki na Tatry Wysokie. Dodatkowym atutem jest fakt, że Orla Perć jest pierwszym krokiem w stronę alpejskich via Perć 1Trasa: Kuźnice - Hala Gąsienicowa - Czarny Staw - Zawrat - Mały Kozi Wierch - Zamarła Turnia - Kozi Wierch - Dolina Pięciu Stawów - Roztoka - Palenica BiałczańskaSuma podejść/zejść: 1300m./ trwania: 8-10 trudna technicznie, męczącaCena: od (cena uzależniona od terminu, czasu trwania wycieczki, liczby osób, warunków, opcji językowej).Sprawdź szczegółowy cennik. Orla Perć 2Trasa: Kuźnice - Hala Gąsienicowa - Czarny Staw - Granaty - Orle Turniczki - Buczynowe Turnie - Krzyżne - Dolina Pięciu Stawów - Roztoka - Palenica BiałczańskaSuma podejść/zejść: 1300m./ trwania: 8-10 trudna technicznie, męczącaCena: od (cena uzależniona od terminu, czasu trwania wycieczki, liczby osób, warunków, opcji językowej).Sprawdź szczegółowy cennik.
Czy da się przejść Orlą Perć spędzając tylko 1 dzień na szlaku? Odpowiedź jest dosyć prosta: Da się, aczkolwiek przed podróżą trzeba wziąć kilka ważnych aspektów pod uwagę. Po pierwsze i najważniejsze: oceń samego siebie, a dokładnie swoją kondycję i doświadczenie w górach. Orla Perć to wymagający szlak, a żeby do niego dotrzeć trzeba również pokonać kawał drogi. Po drugie: Zaplanuj sobie całą trasę, w szczególności gdy zamierzasz wyruszyć z rana i wrócić wieczorem, nie uwzględniając noclegu w schronisku. Po trzecie: Jeśli myślisz o noclegu w schronisku polecam wcześniej zarezerwować spanie, żeby później nie być zmuszonym do rozwijania śpiwora na ławce. Zdecydowana/y? No to ruszamy na szlak! Samochód zostawiamy na parkingu przy ulicy Bronisława Czecha (płatny ok 25zł za cały dzień), skąd ruszamy pieszo w stronę Kuźnic (można skorzystać z podwozu taksówką-busem, koszt ok 5 zł). Kupujemy bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, przekraczamy rzekę Bystrą i startujemy szlakiem niebieskim pod górę. Początkowe 20-30 minut jest trochę nudnawe, ale już niebawem możemy podziwiać pierwsze widoki. Nieco ponad godzinę zajmuje dotarcie do Doliny Gąsienicowej, gdzie w oddali ujrzymy nasz dzisiejszy cel, czyli szczyty Orlej Perci. W czasie 1,5 godziny docieramy do ‘Murowańca’, pierwszego i ostatniego schroniska dzisiejszego wypadu. Szybka herbatka, szarlotka (rewelacja), dokupienie plastrów na otarcia i idziemy dalej. Mamy zdecydowanie sporo szczęścia, bo słońce bardzo szybko zaczyna przygrzewać i będzie nam towarzyszyć przez cały dzień. 30 minut co raz to ciekawszej trasy pozwala na dotarcie do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Widok zapiera dech w piersiach. Przysiadam na kamieniu i uświadamiam sobie, że tak naprawdę to mi wystarczy, mogę tu siedzieć i lampić się na ten obłędnie piękny krajobraz. Obchodzimy zbiornik wodny dookoła i rozpoczyna się prawdziwa część Tatr. Jeszcze szybki rzut oka na Czarny Staw od drugiej strony i zaczynamy wspinaczkę. Trasa na Zawrat nie należy do specjalnie niebezpiecznych, ale na pewno jest wymagająca. Niemal pionowe podejście mocno eksploatuje organizm i mięśnie nóg. Końcowa cześć wyposażona jest w łańcuchy pomagające w przeprawie. Dochodzimy do przełęczy. Tam, podobnie jak większość piechurów robimy sobie trzydziestominutową przerwę, podziwiamy widoki, spokojny posiłek i jesteśmy gotowi na Orlą Perć. Zaczynamy! Początkowy fragment trasy wydaje się być niezbyt wymagający, choć podłoże jest już nierówne i niestabilne. Po około 20 minutach ‘rozgrzewki’ docieramy do pierwszych zejść i łańcuchów. Nareszcie! Tu zaczyna się zabawa. Każdy krok ostrożny i przemyślany, z asekuracją łańcucha. Jednocześnie ciężko jest się skupić na tym, co pod stopami, gdyż widoki są zniewalające. Około godziny drogi zajmuje nam dotarcie to słynnej drabinki. Tworzy się mały korek, co można wykorzystać na posilenie się, uzupełnienie elektrolitów (tak, pierwsze skurcze już za nami) i ponakręcanie się nawzajem na najbliższą przeszkodę. Sama drabinka faktycznie powoduje lekkie trzęsienie nóg. Schodzimy po niemalże pionowej skale w dół, następnie przechodzimy na małą półkę, po której przemieszczamy się wzdłuż skalnej grani. W tym miejscu zaczyna się, moim zdaniem, najciekawszy fragment Orlej Perci. Niezliczona ilość zejść i podejść, wymagające przejścia po łańcuchach, niejednokrotnie pionowe zbocza, przy których głównie używamy siły rąk wspinając się co raz wyżej, do tego prowizoryczne drabinki i nierówne podłoże. Z uśmiechem i satysfakcją mówię do siebie ‘właśnie po to tu przylazłeś’. Czas na powrót Z racji tego, że robi się już późno decydujemy się skrócić trasę i zejść z Orlej na wysokości Skrajnych Granatów. Ostatnia część drogi, czyli odcinek od Żlebu Kulczyńskiego jest troszeczkę inny niż początkowa. Sporo stromych zejść i podejść, kamyczki zsypujące się spod stóp, no i kolejne słynne miejsce, czyli przeskok nad przepaścią. A ściślej rzecz ujmując jeden większy krok pomiędzy rozdzielonymi fragmentami skał. Zmęczenie daje o sobie znać, nogi z ołowiu, ciuchy przepocone, rozmowa klei się nieco słabiej. Docieramy do Skrajnych Granatów, cała trasa od przełęczy Zawrat zajmuje nam 4,5 godziny. Decydujemy się podążać żółtym szlakiem. Ostatni odcinek Orlej Perci do Przełęczy Krzyżne pozostaje nam do zdobycia w następnym roku. Końcowy etap trasy, jeśli tak można nazwać 4 godziny schodzenia w dół mija nam na rozmyślaniu o teleportacji i innych aspektach science-fiction, które mogłyby przyspieszyć dotarcie do kwatery i walnięcie się na wyro. Jesteśmy już naprawdę zmęczeni, kiedy osiągamy schronisko. Szybkie uzupełnienie płynów i ostatni odcinek pokonujemy w szarówce, a na koniec w mroku. Wycieńczeni, ale niezmiernie usatysfakcjonowani dochodzimy do Zakopanego. Podsumowanie Wracając do pytania zadanego w tytule relacji, czy da się przejść Orlą Perć (trasa Zawrat-Krzyżne) w 1 dzień? Nam się nie udało, choć tempo nie było najgorsze. Jednocześnie uważam, że jest to możliwe nawet wybierając się z Zakopanego i na Zakopanem wycieczkę kończąc. Powinno się to udać szczególnie w miesiącach czerwcu i lipcu, kiedy dzień jest dłuższy. Polecam wtedy wystartować około godziny 6:00, przy dobrym marszu wrócimy około 22:00 :). Jest to wymagająca opcja, dlatego polecam raczej trasę do Skrajnych Granatów lub nocleg w schronisku. Dodam na koniec jeszcze jedną istotną rzecz, która uwidacznia się podczas wędrówek pieszych po górach (zwłaszcza w wyższych partiach). Świetnie jest spotykać tyle miło i otwarcie nastawionych ludzi na szlaku, móc nawiązać krótszą lub dłuższą rozmowę lub chociażby przywitać się, czy uśmiechnąć. Szukasz towarzystwa? Idź w góry ! A tutaj znajdziecie naszą skrótową relację najciekawszych fragmentów trasy Zawrat-Kozi Wierch w formie video:
Pogoda ostatnio niezmiennie rozpieszcza. Znowu zatęskniłem za górami, ale Ukochana stwierdziła, że ma już przesyt i mogę sobie jechać sam. Stwierdziłem, że skoro tak, to wyskoczę w Tatry przypomnieć sobie jak wygląda Orla Perć. Kiedyś był to mój ulubiony szlak, niestety w ostatnich latach jakoś tak wypada, że rzadko się tam pojawiam. Postanowiłem poważnie podejść do problemu i nastawiłem budzik na 2:00, co poskutkowało tym, że fotkę rozpoczynającą pod autem w Zakopcu zrobiłem o 4:39, a następnie ruszyłem z buta do Kuźnic. Na dzień dobry wybrałem szlak niebieski przez Skupniów Upłaz, kiedy wyszedłem ponad las zaczynało szarzeć i można było schować czołówkę. Wschód słońca oglądałem jedząc drugie śniadanie na ławeczkach powyżej schroniska. Tam też spotkałem pierwszych turystów, którzy mieli w planie Orlą + Świnicę na początek. Mój plan był zacząć od Przełęczy Krzyżne, iść sobie niespiesznie robiąc dużo zdjęć i skończyć tam gdzie akurat wypadnie - sielanka. Ruszyłem więc całkowicie zacienioną Doliną Pańszczycy, podziwiając pięknie oświetlone szczyty. Dopiero na przełęczy znowu zobaczyłem słońce. W całkowitej samotności rozpocząłem wędrówkę. Początkowo Orlą idzie się jak zwykłym szlakiem. Było cieplutko, bezwietrznie, niskie słońce przepięknie oświetlało góry. Wkrótce pojawiły się łańcuchy. Naprzemiennie, dół i w górę, strome żleby, przepaście. Fajnie się szło, bo zupełnie pusto. Ruch zaczął się dopiero przy Granatach, ale nie jakiś masakryczny. Spotkałem troje turystów, z których spotkałem rano o wschodzie. Szybko im poszło z tą Świnicą. Zażartowałem, że ja też muszę zaliczyć Świnicę, skoro oni dali radę. Całą drogę starałem się dokładnie analizować trudności, żeby wyczaić jakieś odcinki, na które mógłbym zabrać Ukochaną. Niewiele by się tego znalazło, np. od Skrajnego Granatu do Zadniego - co miałem już na oku wcześniej, ale teraz wyczaiłem jeszcze jeden prosty odcinek: wyjść Żlebem Kulczyńskiego na Kozi Wierch i zejść do Piątki. Pozostałe odcinki, niestety nie dla Ukochanej. Na Kozim Wierchu zastanawiałem się co dalej. Teoretycznie szlak robi się jednokierunkowy i nie można zejść na Kozią Przełęcz. Wracać się do Koziej Dolinki trochę mi się nie chciało. Czasowo wyglądało, że mógłbym spokojnie dość nawet do Zawratu i w ten sposób zaliczyć całość Orlej, co było kuszące. Posiedziałem, pojadłem, popiłem, pogadałem z ludźmi, porobiłem zdjęcia. Przekonałem nawet dwóch chłopaków, którzy szli od Kasprowego, żeby się nie napinali, na przejście Orlej do końca. Jeden czuł się mocny i kozaczył przed drugim, że do 19:00 dojdą na Krzyżne, najtrudniejszy odcinek za nimi, za za Granatami nie ma już łańcuchów. Uświadomiłem, że są... dużo łańcuchów. W końcu zdecydowałem się pójść pod prąd. Wiem nieładnie, ale przepuszczałem wszystkich, co jeszcze bardziej spowolniło moje i tak wolne tempo. Faktycznie odcinek Kozi - Kozia można uznać za najtrudniejszy kawałek Orlej Perci, ale widoki w stronę Świnicy wynagradzają wszystko. W okolicach Koziej na szlaku było już bardzo mało ludzi. Na dodatek odniosłem wrażenie, że ci którzy tutaj jeszcze są, bardzo tego żałują. Chłopak z dziewczyną, on klnie na czym świat stoi, żali mi się: "rozjebałem zegarek, rozleciały mi się adidasy", co za skurwiel wymyślił te łańcuchy!", "pierwszy raz na orlej?" pytam... "tak, pierwszy i kurwa ostatni". Kawałek dalej słyszę, że się pokłócili, tak na serio. Dziewczyna zaczęła śmigać po łańcuchach w górę, a on stał i rzucał za nią kurwami. Od Koziej do Zawratu nie ma już nikogo na szlaku, więc poruszam się dość szybko. Jednak coraz częściej myślę o Świnicy - wszystko przez tych spotkanych po drodze i mój rzucony na Granatach żart. Na Zawracie jestem 17:15, tabliczka pokazuje 2h do Murowańca, czyli zdążyłbym tam zejść przed zmrokiem, a potem z czołówką do Zakopca. Ostatnie spojrzenie na góry. Słońca pod wieczór coraz więcej. Piękny byłby zachód na Świnicy. No ale brakło czasu. No jak to, kurde... mnie brakło czasu? Sam idę i nie zdążyłem? Co jest ze mną nie tak starość? Nie no, jakbym poszedł na dół, to niskie morale by mnie dobiło. Idę na Świnicę Dosłownie moment i już jestem. Powietrze mocno nieprzejrzyste, ale jest dobrze Jem sobie kolację. Na kolację miałem dokładnie to samo co na obiad i śniadanie Na szczycie jest jeszcze gościu z mamą, mają nocleg w Piątce. Zbierają się, zostaję sam. W końcu i ja się zbieram i nagle szok. Na szczyt wychodzą chłopaczek z dziewuszką. Bardzo młodzi, 15-16 lat na oko. Wychodząc na górę minąłem ich 5 minut przed szczytem. Wyglądało na to, że oni te 5 minut robili w pół godziny. Dziewuszka ma bardzo niewyraźną minę, jakby się miała rozpłakać. Chłopaczek rozgląda się dookoła i pyta "czy wie pan, którędy schodzi czerwony szlak na dół?". Odpowiadam, że dokładnie tak jak wyszli, rozwidlenie do Świnickiej Przełęczy jest trochę pod szczytem i pokazuję palcem. Dziewuszka patrzy przerażona, na łańcuchy, po których przed chwilą tu weszła i mówi, że tędy nie zejdzie. Stoimy tak we trójkę, chłopaczek mówi, żebym szedł przodem, a oni jakoś powoli dadzą radę. Idę, ale w głowie mam milion myśli... Przecież nie można ich tak zostawić? Czy mają chociaż czołówki? Jedzenie, picie, coś więcej do ubrania? Stanąłem na rozwidleniu, patrzę wstecz - oni ciągle na górze, zaplątani w łańcuchy, dziewuszka trzyma się kurczowo rękami i zębami, chłopaczek ciągnie ją za nogę w dół. Na szczęście objawił się jakiś koleś. Zamieniłem z nim parę słów, zamierza nocować na szczycie, ma porządny sprzęt foto, nastawia się na fotografowanie zachodu i wschodu. Pojawia się jeszcze para, przygotowana na biwak w namiocie. Idą na zachód na szczyt, a potem rozbiją się gdzieś niżej. Z ulgą pozostawiam młodych pod ich opieką i postanawiam ratować siebie. Dzień kończy się piękną grą światła. Powrót idzie mi dobrze. Jestem już przy schronisku. Zmęczony ale zadowolony z siebie. Spotykam chłopaków, którym na Kozim uświadamiałem trudy parcia na Krzyżne. Okazało się, że dopiero po 18:00 byli na Skrajnym Granacie i mając w głowie moje ostrzeżenia zeszli w dół. Razem schodzimy do Zakopanego rozmawiając o górach. 21:30 jestem przy aucie. Przed północą w domu. Warto było Jeżeli komuś mało zdjęć to link do sporej galerii tutaj: Ogólnie zrobiłem 364 zdjęcia (takie, które zostają), a migawka klapneła mi 1436 razy... to chyba mój jednodniowy rekord, ale wycieczka była długa - 17 godzin, to chyba też nowy rekord